Saturday, September 13, 2008

325. rocznica Wiktorii Wiedeńskiej Polish King Sobieski Victory Vienna Wien

325. rocznica Wiktorii Wiedeńskiej Polish King Sobieski Victory Vienna Wien
dr Józef Szaniawski (2008-09-12)
Aktualności dnia
słuchajzapisz

Vienna 1683

Husaria / The Winged Hussars Vol. I

Jan III Sobieski (John Sobieski, 1629-1696)
Jan Sobieski was an excellent king for the period during which he was elected. His father wanted to educate both his sons well and first sent them to study at the University of Cracow, in the Faculty of Philosophy. Later, he sent both of them abroad, where they could complete their education. Subsequently, the future king had the opportunity to learn the art of war on all the fronts where Polish armies fought. He took part in the Battle of Beresteczko in 1651 (in the Ukrainian rebellion led by Hetman Bohdan Chmielnicki), during the Polish-Swedish war (1655-1660) and in the Battle of Warsaw, where he commanded Tartar units fighting on the Polish side against the Swedes. Next he fought against the Transylvanians, Russians, Cossacks and Tartars, as well as against rebels who, led by Prince Lubomirski, rose against King Michał Korybut Wiśniowiecki in 1666. His special success was the defeat of the Turkish army at Chocim in 1673. It was this victory that helped to get him elected king of Poland a year later.

The experience he gained on the battlefields came to fruition in an event which was significant not only for the history of Poland. By the late 17th century the Turks were attempting to penetrate deeper and deeper into the heart of Europe, threatening Vienna. Realising that should Vienna fall, Poland would find herself in a very difficult position, in 1683 Sobieski set off to relieve the besieged city. On 12 September 1683 Polish hussars (heavy cavalry with characteristic plumage on their backs) under Sobieski's command gained a victory, thus definitively stopping the Turks in one of the greatest and most significant battles in Europe at the time. Nowadays that march to Vienna is referred to as the Relief of Vienna. Sobieski wrote numerous letters to his French wife, Queen Marie Casimire d'Arquien ('Marysieńka'), describing the battle which decided the fate of Europe. His letters make up a fascinating chapter in Old Polish epistolography.

Sobieski's great love for his wife also had political consequences, as it tied him to the French court. Thanks to that, he understood the need for domestic reform and a change in Poland's foreign policy. Thus he wanted to strengthen Poland's position on the Baltic coast by taking East Prussia, and to retrieve Polish Silesia from the Habsburgs. In his home policy, by trying to make Poland a hereditary monarchy and to abolish the principle of liberum veto (viz. statutes were passed in parliament only by a unanimous vote), he attempted to enhance royal prerogative, which had become too dependent on the magnates. However, these reforms were not implemented due to the opposition by part of the noble estate, which had become too accustomed to the enjoyment of significant privileges.

Sobieski was not only a great military leader, but also an excellent politician. He died on 18 June 1696, leaving a memory of the great glory of Polish military prowess.



Facts

After the Vienna victory, when welcomed by the Austrian Emperor Leopold I, Jan Sobieski reportedly paraphrased the words of Julius Caesar by saying, 'Veni, vidi, Deus vicit,' (I came, I saw, God carried the victory). Indeed, the victory of the Poles supported by the Emperor's army, broke the Turkish power which never recovered from the defeat. In the 18th century, a partition of Turkey was even contemplated, but never took place. However, partition is what happened to Poland. Characteristically, Turkey, which had fought our ancestors for over two hundred and fifty years, was the only state in Europe that never recognised the partitioning of Poland.



Jak Sobieski triumfował pod Wiedniem
Monika Kuc 09-09-2008, ostatnia aktualizacja 11-09-2008 21:03
W Wilanowie w 325. rocznicę odsieczy wiedeńskiej król Jan III Sobieski sam zdaje relacje z pola bitwy.


źródło: Życie Warszawy
*Bitwa pod Wiedniem według Marcina Altomontego, fragment muzeum w wilanowie
+zobacz więcej– O victorii wiedeńskiej mówimy we wnętrzach, w których toczyły się rozmowy poprzedzające kampanię. W pałacu w Wilanowie król przyjmował dyplomatów i stąd 18 lipca 1863 roku wyruszył w stronę Wiednia, by 12 września stoczyć jedną z najważniejszych bitew w dziejach Europy – mówi Marta Gołąbek, kustosz wystawy.


Z odległych Węgier nadchodziły informacje o zwycięstwach Jana III pod Ostrzyhomiemi Seczanami. Pomiędzy Krakowem a miejscami pobytu wojsk królewskich kursował osobisty posłaniec monarszy. Listy do Marii Kazimiery były jedynym źródłem informacji. 14 grudnia król donosił z Lubowli o swym przyjeździe, prosząc równocześnie małżonkę o wyjechanie przed siebie do Starego Sącza. Królowa podporządkowała się woli męża i zaraz po otrzymaniu tej wiadomości wyruszyła na spotkanie.

Tymczasem Kraków żył przygotowaniami do przyjęcia bohatera spod Wiednia. U schyłku listopada rajcy zasięgnęli opinii pospólstwa w kwestiach finansowych „wiedeńskiej fety”. Dnia 22 listopada podjęto uchwałę zaczynającą się od słów: „Najjaśniejszego Króla Imci Pana Naszego Miłościwego, szczęśliwego daj Boże do residencyjej krakowskiej spodziewając się powrotu, miłość zaś i wierne poddaństwo nasze przeciw tak wielkiemu monarsze a dobrotliwemu Panu, który całość Ojczyzny i ca-łego chrześcijaństwa zastawia i broni najjaśniejszymi piersiami swemi pańskiemi, wyciąga po nas, abyśmy jak z największym tak wielkiego triumfatora powitali applausem”. Uchwalono wtedy trzy tysiące złotych na potrzeby tryumfu „według możności tych czasów ciężkich”, jak zapisano w aktach. Już wówczas zdecydowano zorganizować specjalny fajerwerk, by w ten sposób uczcić wracającego monarchę. Podczas kolejnych posiedzeń rajcy obmyślili szczegółowy przebieg całej uroczystości. Uchwalono też (14 XII), że podczas wjazdu monarchy strzelać się będzie za bramą Wiślną i Nową (18 XII). Postanowiono (22 XII) wydać wystawną ucztę na cześć Jana III. W zestawieniu z wcześniejszymi uroczystościami, od których barokowy Kraków nie stronił, te na cześć Sobieskiego przygotowano z niebywałą wręcz starannością, omawiając każdy nawet najmniejszy szczegół ceremonii, przywiązując dużą wagę do detali. Starania rady miejskiej o godne uczczenie pogromcy Turków zostały gorąco poparte przez całą społeczność Krakowa. Tym razem nie tylko uroczysty wjazd, lecz także okolicznościowy fajerwerk miał uczcić wiekopomne zwycięstwo. Na powitanie króla wysłano do granicy państwa rajców — Pawła Fryznekiera i Adama Drużyńskiego. W Starym Sączu oczekiwała Maria Kazimiera, stąd szybko w zimowy czas ruszono do Krakowa. Monarsze towarzyszyły zbrojne hufce husarii oraz dworzanie.

Dopiero 23 grudnia Jan III stanął w murach Krakowa, gdzie „miasto cum applausu w bramie czekało”. Wtedy przypuszczalnie wręczono królowi tacę srebrną złoconą, wedle tradycji napełnioną złotem. Taca ta, zachowana w zbiorach wilanowskich, swoją artystyczną formą nawiązuje do tryumfu Jana III w typie all'antica, w aktualizowanych strojach. Na kołnierzu tacy widnieją wojenne emblematy. Jej autorem jest gdański złotnik Jan Gotfryd Holl.

Wjazd przez Bramę Floriańską odbył się w godzinach wieczornych, przy śnieżnej i mroźnej aurze. Królewski orszak przejechał ulicami Krakowa, kierując się na Wawel. Jak odnotował współczesny świadek, król wstąpił do katedry, „kędy biskup ze wszystkiemi zakonnikami, kapłanami i niezliczoną wielkością ludu psalmy i oracyje prześpiewawszy, Te Deum laudamus skończywszy, jednostajnym głosem krzyknęli: Vivat! Vivat! Vivat Rex Poloniae!”. Towarzyszył temu huk dział. Po udzielonym błogosławieństwie monarcha wraz z małżonką udali się na spoczynek. Nazajutrz, w wigilię Bożego Narodzenia, Jan III ponownie odwiedził katedrę. Wtedy złożył przy grobie św. Stanisława — ołtarzu Ojczyzny — wielką chorągiew zdobytą pod Wiedniem. Zgodnie z wielowiekowym obyczajem zawieszono ją obok wielu innych trofeów wojennych przy konfesji św. Stanisława. Na pamiątkę odsieczy wiedeńskiej oraz złożenia w katedrze tureckiej chorągwi kapituła sprawiła marmurową tablicę, okoloną panopliami, upamiętniającą to zdarzenie. Już w czerwcu roku 1684 projekt przedłożono biskupowi Małachowskiemu, który po drobnych korektach napis i tablicę zaakceptował. Płytę tę zamówiono w pobliskiej Czernej u kamieniarza Jakuba Bielawskiego. Od kapituły dostał on obrys płyty. W roku 1685 tablica była gotowa. Rok potem malarz pracujący na usługach kapituły „od malowania compendimentu albo namiotu” dostał 50 florenów. W sumie koszt wiedeńskiej płyty wyniósł 1496 florenów. Łacińska inskrypcja opiewała chwałę Jana III Sobieskiego. Oto fragmenty tekstu (tłumaczenie na język polski): „Chorągiew ta ottomańska zabraną była przez niezwyciężonego króla Jana III, w samych namiotach Wielkiego Wezyra, na ołtarzu św. Stanisława, osobliwego opiekuna i patrona Królestwa, złożona i poświęcona. (...) Wybawca Wiednia zniósł zgubne oblężenie, wawrzynem krwią wyborowego wojska Ottomanów zbroczonym, skronie swe uwieńczył. (...) Na cześć Wszechmocnego zawiesił tę chorągiew w tej królewskiej kaplicy, aby tem (...) wielkich zwycięstw świadectwem, Najświętszej Trójcy oddał chwałę i przyszłe wieki nauczył, że w zwycięstwach nie było większego nad wielkiego Jana”.

Uroczystości miejskie odbyły się 27 grudnia, w święto Jana Ewangelisty, patrona króla. Tegoż dnia monarcha wraz z rodziną wysłuchał mszy u Panny Marii, po czym „Królestwo Ichmć jechali do kamienice Pana Tucciego na obiad, kędy go Magistrat witał i winszował królowi IMci tak wielkich tryumfów. Oracyję miał JP doktor Łopacki bardzo piękną, a od króla IMci mówił JW Pan kanclerz wielki koronny Jan Wielopolski”. Wokół Rynku cechy z „chorągwiami swemi porządnie tamże stali przez godzin trzy, lubo deszcz padał dobrze”. Gromadziły się tłumy gawiedzi, chcącej obejrzeć fajerwerk, o którym od dziesięciu dni było głośno. Wszyscy chcieli uczcić bohaterskiego monarchę.

Z okien kamienicy Tucciego (Rynek Główny 22) podziwiano widowisko zorganizowane na cześć Jana III. Była to jedna z największych fet w dziejach Krakowa. Fajerwerk wiedeński posiada doskonałą dokumentację, tak rękopiśmienną, jak ikonograficzną. Opracowanie całej uroczystości powierzono, podobnie jak nadzór, rajcy Janowi Gaudentemu Zacherli. Dnia 14 grudnia przedłożył radzie miejskiej plan uroczystości, który opracował wespół z kupcem Stefanem Mechonim. Referując rajcom szczegółowy program, stwierdził, że: „zniósłszy się z Imci Panem Mechonim, na szczęśliwy JKMci Pana Naszego Miłościwego przyjazd i eliberacyją Wiednia, tryumf takowy wynaleźliśmy, któremu trzy miejsca winny być przeznaczone”. Przebieg ceremonii był zgodny z przedłożonym planem.

Tym razem zrezygnowano z pompatycznego wjazdu, z bram tryumfalnych, na rzecz spektaklu zorganizowanego na Rynku, przed ratuszem. Centrum stanowiło theatrum złożone z trzech struktur, nazywanych w źródłach także theatrami, zrobionymi na kształt łuków tryumfalnych, zatem w rozumieniu ówczesnych symboli zwycięstwa, ozdobionych malowidłami i opatrzonymi odpowiednimi inskrypcjami, tworzącymi w całości emblematy. Pierwszy łuk wyobrażał „effigies Pana Naszego Miłościwego, majestate plena, na koniu rozpędzonym, szablę w ręku trzymając”. Poniżej stosowny napis:

Joanni III a Deo dato, regi Poloniarum orthodoxo, magno duci Lithuaniae, Russiae, Prussiae, Mazoviae, Samogitiae, Livoniae, Smolensciae, Kiioviae, Volhyniae, Podoliae, Podlachiae, Severiae, Pomeraniae, Czerniechoviaeque etc., quod instinctu divinitatis, mentis magnitudine, maximum orbis christiani hostem, eiusque potentiam ac fastum ad Viennam et Strigonium iustis prostraverit armis. Regi suo fortissimo, patri patriae fortunatissimo, publicae quietis, fundatori, optimo S.P.Q. Cracoviensis votis omnium dedicavit.

[Janowi III, zesłanemu przez Boga prawowiernemu królowi Polski, wielkiemu księciu Litwy etc. etc., ponieważ z natchnienia boskiego dzięki wielkości swego umysłu powalił sprawiedliwym orężem potęgę i pychę największego wroga świata chrześcijańskiego pod Wiedniem i Strzygonią. Swemu najdzielniejszemu królowi, najszczęśliwszemu ojcu Ojczyzny, najlepszemu sprawcy pokoju publicznego senat i lud krakowski za wolą wszystkich poświęciły.]

W środku łuku stały trzy obeliski „kształtną i piękną robotą” wykonane z rozmaitymi emblematami. Wokół rozłożono zdobyte trofea: buńczuki, proporce, a nad słupami trzy wieńce laurowe. Dodajmy, że obelisk ówcześni kojarzyli z symbolem chwały, uważając go zgodnie z wykładnią Cezarego Ripy za „gloria Principum”. Na obeliskach umieszczono napisy: „Defensori, Victori, Triumphatori” (Obrońcy, Zwycięzcy, Tryumfatorowi), zaś u dołu dano wiersz:

Haec Tibi devota urbs, quod si maiora valeret,
Hoc totus stares aureus ipse loco.
[Tyle ci daje oddane miasto, bo gdyby więcejuczynić mogło,
stanąłbyś w tym miejscu cały ze złota.]
Poniżej „piękną skulpturą wyrażeni, schyliwszy pod panem głowy i karki swe”, siedzieli tureccy baszowie. Przy pierwszym widniał napis:

Barbaries, sic victa iaces, sic colla superba,
In magno vicit rege Joanne Deus.
[Tak barbarzyństwo, tak dumne karki zwyciężone leżą;
w wielkim królu Janie zwyciężył Bóg.]
Przy drugim:

Turcarum proceres vincti caesique doletis
Rex pius in vobis, impia colla premit.
[Ubolewacie, wielmoże tureccy, w pętach, pokryci ranami,
pobożny król gnie wasze bezbożne karki.]
Przy trzecim:

Discite Lunicolae Lechos, non temnere gentes
Cogitur en etiam, fulmina Luna pati.
[Uczcie się, czciciele Księżyca, nie lekceważyćludów
lechickich, oto nawet Księżyc znieść musi uderzenia piorunów.]
Przy obeliskach postawiono figury Marsa i Pallady opatrzone inskrypcjami. Przy Marsie, dzierżącym herb Sobieskich Janinę, umieszczono wiersz:

Lechicus in te Mars o rex invicte triumphat,
Sub olypeo quoniam vicerat ille Tuo.
[Lechicki Mars triumfuje w Tobie, niezwyciężony królu,
bo zwyciężył pod twym puklerzem.]
Pallada miała herby Marii Kazimiery i stosowny napis:
Hic Regina tibi iustos Dea censet honores
Hostis namque tuis vincitur auxiliis.
[Oto Bogini, królowo, zlewa na Ciebie zasłużone zaszczyty,
bo z Twoją pomocą wróg ponosi klęskę.]
Na obeliskach umieszczono także emblematy z lemmami. Przy Marsie widniała lemma: „Virtutis triumphus” (Tryumf Męstwa), Palladaz lemmą: „Ab hac fortuna omnis” (Od niej wszelkie szczęście). Na pierwszym obelisku był emblem z lemmą — „Et bello et pace colendus” (Godny czci i na wojnie, i w czasie pokoju), na drugim — „Sic fama regnorum” (Tak sława królestw), zaś na trzecim — „Haec sustinent orbem” (Te rzeczy podtrzymują świat). Łuk otoczono balustradą, z narożników której puszkarze wystrzeliwali kule ogniste i „różne ognie wymyślne, vivat rex wyrażające”. Drugi łuk, złożony z dwóch obelisków, przedstawiał zdobycie Setina (Seczany), który oblegany przez królewicza Jakuba, został wreszcie przez niego wzięty. W środku łuku mieściła się konna statua zwycięzcy, a pod nią „varia insignia turcica” wraz z napisem:

Setino capto princeps Jacobe triumphas,
Haec decorat frontem, laurea prima tuam;
Scilicet in pulchro Martis certamine victor,
Debuit invicti, filius esse patris.
[Tryumfujesz, książę Jakubie, po zdobyciu Setina: ten wawrzyn pierwszy zdobi twe skronie — oczywiście, w pięknym boju Marsa zwycięzcą winien być syn niezwyciężonego ojca.]
Uzupełniała go lemma: „Mutata vice” (Gdy się los odmienił). Na drugim obelisku czytano:

Palluit ut vidit Lechum mea Cynthia solem,
Et vice mutata sanguine triste pluit.
Quam felix, si non vertisset cornua, contra
Sarmaticum solem; Cynthia nostra foret.
[Zbladła moja Cyntia, gdy zobaczyła słońce lechickie;gdy zmienił się los, spadł smutny krwawy deszcz. Jak szczęśliwa byłaby nasza Cyntia,gdyby nie zwróciła się przeciwko sarmackiemu słońcu.]

Uzupełniały go dwie lemmy z emblematami: „Digna labori merces” (Godna zapłata za trud) oraz „Sic floret honores Deus” (Tak kwitnie czciąBóg). Z tego łuku także puszczano race i ognie sztuczne. Trzeci łuk natomiast wyobrażał wielkiego smoka, alegorię tureckiej furii, na którego z wieży zbudowanej opodal „Orzeł Polski cum armis Króla Imci, piorunem rzuca, a smok rozwalał się wtedy na części cum tali lemmate:”

Faucibus immensis voluit sorbere Viennam,
Non potuit, pereat turcicus ergo draco.
[Ogromną paszczą chciał pochłonąć Wiedeń;nie zdołał; niech zginie zatem turecki smok.]
Pod orłem można było przeczytać:

Fulmipontes volucris Lechi dum regnante Joanne,
Non tantum potuit, sub Jove quando fuit.
[Gromowładny ptak Lechitów za rządów królewskich Jana może więcej niż niegdyś, kiedy był pod władzą Jowisza.]
Zza orła wyłaniał się anioł, który koronował polskie godło państwowe, w dłoni trzymając lemmę: „Victoria et decus ab alto” (Zwycięstwoi zaszczyt z wysokości).

Tak wyglądała oprawa scenograficzna i ide-owa widowiska, które przeszło do historii pod nazwą fajerwerku wiedeńskiego. Treść podporządkowano niezwyciężonemu królowi, obrońcy chrześcijaństwa, wybitnemu wodzowi, pogromcy Półksiężyca. W koncepcji ideowej nie brakło miejsca dla królewskiego pierworodnego Jakuba, z którym monarcha wiązał plany dynastyczne Sobieskich.

Zachował się również szczegółowy program fajerwerku, dopełniającego dekorację okazjonalną, stanowącego integralną całość uroczystości. Otóż na samym początku uderzono z moździerzy, a gdy chór rozpoczął Te Deum laudamus, przy śpiewie trzeciej strofy zapalono litery „Vivat Joannes Tertius Rex” i puszczono ognie z pierwszego łuku, „gdy bramy (Łuki) trasną zapalą cztyry kule na postumentach, które uczynią szum, potym puszczą górnych rac półfuntowych, ćwierćfuntowych 40”. Następnie przy łuku królewicza Jakuba „zapalą się kul dwie, które uczynią szum, potym (...) z bateryjej wypadną z moździerzyków, granacików 10 jeden po drugim”. Na murach Setina zaczną strzelać, a puszkarze puszczą race. Tymczasem „Polak z Turczynem bić się będą, którego Polak pojmie, zwiąże i pod theatrum królewskie zaprowadzi”. Widowisko kończyć miały pioruny wypadające z orła, zapalające smoka, „któremu paszczą, oczyma, nozdrzem płomień wypadać będzie”. Race ogniste dopełniały całości. Puszkarze: Przybysławczyk, Zimnicki, Rymanowski, Pestkowicz zrobili wszystko, by uroczystość wypadła godnie.

Aura nie sprzyjała jednak fajerwerkom. Dżdżysta pogoda powodowała zalanie moździerzy, deszcz gasił race. Nie obyło się też bez ofiar. Na skutek niewłaściwych obliczeń Włochów pochodzących z Wenecji (Angelus Gauan, Joannes Bartoluci) przygotowujących fajerwerk i nie najlepszej pogody, podczas puszczania ogni sztucznych zginęło pięciu mężczyzn, a rany odniosło kilkanaście osób. Koszty związane z leczeniem poszkodowanych wzięło na siebie miasto. W rachunkach miejskich odnajdujemy pod rokiem 1683 swoistą pozycję: „expensa na chorychi poranionych casu infelici podczas triumfu, gdy Król IMć P[an] N[asz] M[iłościwy] powrócił spod Wiednia”. Wydano 108 złotych. Wśród zabitych są nazwiska Osternickiego, Urbańskiego, postrzelono także mieszkańca Garbar — Różyckiego. Miasto pokryło koszty pogrzebów.

Dwór królewski i rada miejska Krakowa
Obok tych tragicznych w swej wymowie notek, rachunki miejskie kryją interesujące informacje dotyczące ogólnych i szczegółowych wydatków, związanych z przyjęciem króla przez Kraków. W sumie wydano 496 zł 28 gr 9 den. Wino na przyjęcie ofiarował rajca Mikołaj Królik. Bankiet przygotował kucharz Marcin, najęty specjalnie przez rajców. Zakupiono między innymi 13 par kuropatw, 7 par jarząbków, sarnę, 82 kapłony, 3 zające, 7 wołowych pieczeni, 7 dyszków cielęcych, nadto mnóstwo przypraw i białego chleba. Jakie potrawy wniesiono na królewski stół, trudno dziś z powodu braku wzmianek źródłowych dociec.

W rachunkach zanotowano także, że ks. Świątkowicz przepisał emblemaciście łacińskie wiersze, za co dostał z miejskiej szkatuły 10 złotych. Autor wierszy i lemm pozostaje nieznany, choć można sugerować, że wyszły one spod pióra któregoś z profesorów Almae Matris. Na koronację Jana III emblemy wymyślił profesor Stanisław Józef Bieżanowski, który otrzymał za to sowite wynagrodzenie, co skwapliwie zapisano w rachunkach. Bieżanowski był także autorem lemm i wierszy do łuków tryumfalnych podczas wjazdu koronacyjnego Michała Korybuta Wiśniowieckiego (1669). W przypadku wiedeńskiego fajerwerku znane nam źródła milczą o autorze lemm i pozostałych napisów, a w zachowanym materiale archiwalnym nie odnaleziono żadnej wzmianki na ten temat. Obok Bieżanowskiego wziętym emblemacistą, działającym w owym czasie w Krakowie, był Rafał Arteński, który wsławił się licznymi panegirykami między innymi na cześć Jana III. Nie wykluczone też, że układ treściowy uroczystości wiedeńskich wyszedł z kręgu dworskiego, za czym może przemawiać fakt przemilczenia w szczegółowo prowadzonych aktach miejskich kwoty pieniężnej zapłaconej jej autorowi. Zapomniano również wpisać wysokość honorarium autorskiego za opracowanie tekstu do państwowej uroczystości o wybitnie propagandowym rozgłosie, o co zadbano w dwukartkowym anonimowym druku Dedicatio operis triumphalis Joanni III... wydanym w Krakowie u Schedla, a zawierającym pełną koncepcję treściową fajerwerku. Dla uzupełnienia warto dodać, że zachował się tylko jeden znany obecnie egzemplarz tego druku przechowywany w zbiorach Ossolineum.

Jak widać z przedstawionego materiału, dwór królewski i rada miejska Krakowa postarali się o godne stolicy państwa przyjęcie Jana III. W rezultacie powstał oryginalny, urzekający swą jednolitą przemyślaną koncepcją spektakl parateatralny, jedyny w swoim rodzaju, upamiętniający wiedeńską wiktorię. Uroczystość przysporzyła miastu sławy, zapewniając względy monarsze. Pozostałe po niej dekoracje stały jeszcze długo na Rynku, „póki Król Imć z Krakowa nie wyjechał”, jak zanotował współczesny świadek. Monarcha przebywał w Krakowie przez kilka miesięcy. Tu zatem przez dłuższy czas koncentrowało się życie państwowe. W tym czasie Jan III odwiedził Akademię Krakowską, w murach której ongiś wraz z bratem Markiem studiował. Dnia 2 lutego roku 1684 złożył wizytę w Collegium Maius, witany przez rektora. Zwiedził zbiory biblioteczne, a pamiątką po tej wizycie są wpisy monarchy i jego rodziny w słynnej „Księdze Królewskiej”. Obok autografu Jana III widnieją tu podpisy Marii Kazimiery, królewicza Jakuba i Aleksandra, ich siostry Teresy Kunegundy oraz siostry królewskiej Katarzyny Radziwiłłowej. Monarcha wedle tradycji ofiarował do zbiorów uniwersyteckich „sygnet srebrny z napisem tureckim zdobyty pod Wiedniem od Kara Mustafy”, który później trafił do puławskiej kolekcji księżnej Izabeli Czartoryskiej, a obecnie ponownie znajduje się w Collegium Maius Uniwersytetu Jagiellońskiego. Również wtedy król złożył przy grobieśw. Jana Kantego dwa buńczuki tureckie.

Wydarzenie to upamiętnił Uniwersytet kamienną tablicą z łacińskim napisem, przypuszczalnie ułożonym przez Stanisława Józefa Bieżanowskiego. Tablicę umieszczono koło grobu Jana Kantego, a w roku 1714 przeniesiono do Collegium Maius i wmurowano w ścianę celi Jana Kantego. W lutym 1684 roku Jan III odwiedził jeszcze kościół św. Jana, wsławiony cudownym obrazem Madonny, przed którym dziękował za wiedeńską wiktorię.

Niebawem Jan III z rodziną opuścił Kraków. O zwycięstwie wiedeńskim w mieście nie zapomniano. Pamiętano o pierwszej rocznicy wiktorii, tym bardziej że na południowo-wschodnich rubieżach Rzeczypospolitej pod Kamieńcem Podolskim we wrześniu armia polska zmierzyła się z wojskami sułtana. I tym razem krakowianie wzięli liczny udział w modłach zarządzonychw intencji szczęśliwego zakończenia kampanii. W kronice klasztoru Kanoników Regularnych pod datą 10 września 1684 zapisano:

była solemna procesyja z zamku do kościoła Najświętszej Panny w Rynek krakowski po obiedzie. Zamkową procesyją prowadziły wszystkie procesyje krakowskie i kazimierskie z relikwiami.W procesyi zamkowej niesiono głowę św. Stanisława [relikwiarz z głową]. A ta procesyja odprawowała się po gratiarum actione, tak rocznej wiktoryjej z Turka pod Wiedniem i Pana Boga prosząc o felicem successum, bo już był wtenczas król stanął z wojskiem pod Kamieńcem Podolskim przeciwko obozom tureckim.

Wiktorię wiedeńską przypominały okolicznościowe tablice, jak np. na murach miejskich. Otóż w 2. połowie XVII wieku tuż przed wyprawą zbudowano przy Bramie Sławkowskiej beluard, umacniający mury Krakowa od strony Kleparza i Garbar. Prace ukończono w roku 1683, wmurowano w beluard dwie marmurowe tablice upamiętniające odsiecz Wiednia „z napisami wyrażającemi zwycięstwo JK Mości nad okrutnym nieprzyjacielem Turkiem”. W listopadzie Stanisław Józef Bieżanowski wziął 12 florenów honorarium za wiersze do „Sławkowskiej bramy”. Kamieniarz z Czernej Michał Poman dostał 400 złp za „wyrobienie orła z kamienia nad mur przy moście w Sławkowskiej bramie”. Pracami z ramienia rady miejskiej kierował rajca Jan Gaudenty Zacherla. Przybyło jeszcze jedno dzieło upamiętniające sukces Sobieskiego.

Z końcem XVII stulecia rajcy postanowili uporządkować archiwum miejskie, chcąc przy tej okazji sporządzić kopiarz przywilejów Krakowa. Z uchwały rady (1691) wynikałoby, że inicjatywa wyszła od Jana Gaudentego Zacherli i Mikołaja Królika, którzy poczęli prace wstępne subwencjonować z własnej kiesy. Nie wiadomo dokładnie, kiedy do tego przedsięwzięcia przyłączył się Zygmunt Jan Zaleski, którego ojciec Jan Zaleski brał aktywny udział w przygotowaniu wielu ceremonii państwowych w Krakowie, między innymi przy wjazdach królewskich Michała Korybuta Wiśniowieckiego i Jana III. Jego syn po trzechletniej pracy przedłożył radzie dwa dzieła: kodeks przywilejów (Codicis Jurium et Privilegiorum Urbis Cracoviae), zawierający kopie 380 przywilejów dotyczących miasta Krakowa, ułożonych chronologicznie. Równocześnie Zygmunt Zaleski opracował klucz, który w założeniu autora miał pomóc w orientacji w kodeksie (Clavis Archivi Urbis Cracoviae), przechowywany w Bibliotece Jagiellońskiej. Clavis Archivi zawiera między innymi rysunek bramy tryumfalnej na wjazd Michała Korybuta Wiśniowieckiego oraz rysunki emblematów wraz z lemmami, związane z fajerwerkiem wiedeńskim. W ten sposób dzięki Zygmuntowi Zaleskiemu uratowano dla potomnych bezcenną dekorację emblematyczną, powstałą w grudniu roku 1683i z góry skazaną przez swą nietrwałość na zagładę.
Śmierć monarchy
Gdy w czerwcu roku 1696 nadeszła z Wilanowa wieść o śmierci monarchy, cały Kraków pogrążył się w żałobie. Już 3 lipca rajcy uchwalili, że uroczystości żałobne odbędą się w kościele Mariackim. Szybko udekorowano czernią prezbiterium, pośrodku postawiono castrum doloris, którego rysunek zachował się w Clavis Archivi Zaleskiego. W odpowiednio przygotowanym prezbiterium, pełnym jarzących się świec, wybudowano castrum doloris złożone z obelisków, otaczających symetrycznie właściwy katafalk wzniesiony na panopliach, podtrzymywany przez orły, zwieńczony herbem królewskim i nakryty baldachimem. Całości dopełniały dwie alegoryczne figury stojące obok obelisków, nadto anioł na baldachimie oraz epitafijny pompatyczny napis:

Divi Joannis III Regis Poloniarum, Magni Duci Lithuaniae, Russiae, Prussiae, Masoviae, Samogitiae, Podoliae, Podlachiae, Volchyniae, Kijoviae, Livoniae, Smolensciae, Severiae, Czernichoviae, Domini, Domini, Clementissimi, Magnitudini, Titulis ac Triumphis, S.P.Q. Cracoviensis cum Lacrymis

[Boskiemu Janowi III królowi Polski, Wielkiemu Księciu Litwy etc. etc. etc. Panu Łagodnemu, Wielkiemu z tytułów i sukcesów, senat i lud Krakowa ze łzami.]

Po bokach widniały lemmy, zdobiące castrum:

Pio. Iusto. Prudenti. Invicto.
[Pobożnemu. Sprawiedliwemu. Roztropnemu. Niezwyciężonemu.]
Religiosa Prudentia. Justa Fortitudine.
[Religijna roztropność. Sprawiedliwe męstwo.]
Fama per ora volat.
[Sława przez usta płynie.]
Spiritus astra tenet.
[Duch osiąga gwiazdy.]
Manet ultima caelo.
[Pozostaje ostatnia w niebie.]
Sic Tua florebunt victuris homina fastis.
[Tak zaowocuje twoje człowieczeństwo w dniu ostatecznym.]
Węgrzech przeciwko panowaniu Habsburgów, rozpoczęła przygotowania do wojny z Austrią. Niebezpieczeństwo najazdu tureckiego skłoniło ją przy tym do szukania sojuszników. Najpewniejszego sprzymierzeńca widziano w Polsce, toteż już w zimie z 1682 r. na 1683 r. poseł austriacki rozpoczął starania o zawarcie z nią sojuszu. Król Jan III Sobieski rozumiał, że opanowanie Węgier przez Turków zagrozi południowym granicom Polski.

Na posiedzeniu sejmu w 1683 r. posłowie szlacheccy poparli propozycję przymierza polsko-austriackiego, które podpisano 1 kwietnia 1683 r. (dla uniknięcia złej wróżby dokumenty traktatu antydatowano na 31 marca). Wczesną wiosną 1683 r. potężne siły tureckie liczące 200 tys. żołnierzy wyruszyły z Adrianopola przez Węgry na Austrię. Od Belgradu dowodził nimi wielki wezyr Kara Mustafa. Część sił dowództwo tureckie przeznaczyło do prowadzenia działań na kierunkach pomocniczych i do obsadzenia licznych twierdz. Bezpośrednio na stolicę Austrii - Wiedeń maszerowała armia w sile około 140 tys. żołnierzy.

Wojska cesarskie dowodzone przez księcia Karola Lotaryńskiego liczyły zaledwie 30 tys. żołnierzy. Czynione przez niego próby stawienia oporu tureckiej potędze nie przyniosły żadnych rezultatów - główne siły najeźdźców nie tylko zbliżały się bez przeszkód do Wiednia, ale i ogromne połacie cesarstwa były pustoszone przez Tatarów. Austria nie była bowiem przygotowana do obrony. Cesarz liczył już tylko na obcą pomoc, przede wszystkim Polski. W tej sytuacji książę Karol Lotaryński przekazał swą piechotę komendantowi Wiednia - księciu Ernstowi Rüdigerowi Stahrembergowi, a sam z pozostałymi siłami wycofał się za Dunaj, by bronić tej części Austrii. 7 lipca 1683 r. uciekł z Wiednia wraz z rodziną cesarz Leopold I, 14 lipca zaś wojska tureckie stanęły pod Wiedniem.

16 lipca do Wilanowa, gdzie przebywał król Jan III Sobieski, przybył poseł cesarski, błagając w imieniu cesarza Leopolda I o szybką pomoc dla oblężonego Wiednia. Sobieski, wypełniając zobowiązania sojusznicze wynikające z traktatu zawartego z cesarstwem 1 kwietnia 1683 r., rozpoczął przygotowania do wyprawy wiedeńskiej.16 lipca 1683 r. wysłał rozkazy do hetmana polnego koronnego Mikołaja Sieniawskiego i hetmana wielkiego koronnego Stanisława Jabłonowskiego, aby ściągnęli wszystkie wojska do Krakowa, gdzie został wyznaczony rejon koncentracji całej armii. Sobieski przybył też tam wkrótce. 2 sierpnia dotarł z wojskiem do Krakowa hetman wielki koronny Jabłonowski. W sumie król zgromadził około 27 tys. żołnierzy oraz prawie drugie tyle czeladzi obozowej.

Z Krakowa wojska ruszyły na Śląsk, najpierw Mikołaj Sieniawski z 20 chorągwiami jazdy, a za nim król z głównymi siłami prowadzonymi przez Jabłonowskiego. Za armią posuwał się olbrzymi tabor liczący około 8 tys. wozów. Wieziono na nich zapasy żywności na pół roku. W tym samym czasie wyruszyły pod Wiedeń posiłki z krajów Rzeszy Niemieckiej - oddziały saskie, bawarskie, szwabskie i frankońskie. W Tarnowskich Górach Sobieski dokonał przeglądu wojsk, po czym armia ruszyła dalej dwiema drogami, które schodziły się w Ołomuńcu. Sieniawski szedł na Białą, Cieszyn, Ołomuniec, Wischau, Nikolsburg, Jabłonowski zaś na Gliwice, Racibórz, Opawę, Ołomuniec i stąd w ślad za Sieniawskim. W Raciborzu król z trzema tysiącami jazdy odłączył się od sił głównych i szybkim marszem zamierzał połączyć się z Sieniawskim. Ten stanął 25 sierpnia w Nikolsburgu, przebywszy 321 km w ciągu 12 dni. 31 sierpnia za Nikolsburgiem król połączył się z Sieniawskim.

3 września w Stettelsdorfie odbyło się posiedzenie wielkiej rady wojennej, w której - obok króla Jana III Sobieskiego i księcia Karola Lotaryńskiego - wzięli udział dowódcy wojsk polskich (obaj hetmani koronni Stanisław Jabłonowski i Mikołaj Sieniawski oraz generał artylerii Marcin Kątski), elektor saski Jan Jerzy III, elektor bawarski oraz generałowie cesarscy. Naczelne dowództwo nad siłami sprzymierzonych objął Jan III Sobieski. Przyjęto też plan odsieczy przedstawiony przez polskiego króla. Plan Sobieskiego zakładał przeprawę całej armii na prawy brzeg Dunaju. Po przekroczeniu rzeki, co miały zabezpieczać polskie wojska, siły sprzymierzonych miały przeprowadzić dokładne rozpoznanie przeciwnika, a następnie maszerować wzdłuż Dunaju przez górzysty obszar tzw. Lasu Wiedeńskiego. Główną rolę podczas tego marszu miała odegrać piechota, ubezpieczając wojska przed zaskoczeniem przez przeciwnika. Po przekroczeniu Lasu Wiedeńskiego wojska sprzymierzonych miały niezwłocznie zaatakować go, a po rozbiciu - przejść do pościgu.

Po naradzie Sobieski natychmiast przystąpił do wykonania zaplanowanej operacji. W nocy z 5 na 6 września wojska polskie i austriackie przeprawiły się pod Tulln na prawy brzeg Dunaju po pontonowych mostach. Następnie przeprawiły się przybyłe spod Krems posiłkowe oddziały niemieckie. Marsz wojsk sprzymierzonych na Wiedeń odbywał się w trzech kolumnach. W lewej kolumnie wzdłuż brzegu Dunaju przemieszczały się wojska austriackie, w środkowej - posiłki niemieckie, prawą kolumnę stanowiły wojska polskie. 11 września siły sprzymierzonych podeszły w rejon równinny i zajęły pozycje naprzeciwko armii tureckiej. Ze szczytu góry Kahlenberg Sobieski ocenił teren oraz siły przeciwnika i ich położenie.

Stosunek sił był następujący: armia biorąca udział w odsieczy liczyła około 70 tys. żołnierzy (około 30 tys. jazdy i 40 tys. piechoty) oraz 140 dział, w tym wojska polskie około 27 tys. żołnierzy. Natomiast siły Turków rozwinięte do walki ze sprzymierzonymi wynosiły około 85 tys. żołnierzy, w aproszach zaś pod miastem pozostawało około 25 tys. Turków.

Wojska sprzymierzonych zajęły stanowiska na północ od miasta, od strony Lasu Wiedeńskiego. Na prawym skrzydle, rozciągającym się od Rosskopfu do Dreimarksteinu, stanęły wojska polskie. Były one uszykowane w taki sposób, że na bokach stanęli obaj hetmani z oddziałami jazdy i piechoty, w środku zaś husaria i piechota królewska. Centrum ugrupowania wojsk sprzymierzonych, znajdujące się w okolicy Vogelsang, zajęły wojska elektora bawarskiego - księcia Waldecka. Lewe skrzydło, znajdujące się na Kahlenbergu, stanowiły wojska elektora saskiego i księcia Karola Lotaryńskiego. Natarcie miało rozpocząć lewe skrzydło - najbardziej wysunięte w stronę przeciwnika. Mimo otoczenia całego Wiednia Turcy ześrodkowali główne siły na północ od miasta, słusznie obawiając się uderzenia z tej strony. Pozycje wojsk tureckich rozciągały się od Schönbrunn do Döbling. Za rzeką Wiedenką zajęli pozycje Tatarzy.

12 września rano o godz. 6 rozpoczęło natarcie lewe skrzydło wojsk sprzymierzonych. Stojąca na Kahlenbergu piechota ruszyła ku stanowiskom tureckim znajdującym się na Nussbergu. Posuwająca się za nią artyleria zatrzymywała się co chwilę, by ogniem dział razić nieprzyjaciela. W tych momentach zatrzymywała się również piechota, czekając, aż puszkarze na nowo nabiją armaty. Sobieski rozkazał stojącym na zboczach Kahlenbergu bateriom wspierać natarcie ogniem. O godz. 8.00 Nussberg został zdobyty. Wojska lewego skrzydła nacierały dalej i w południe zdobyły Heiligenstadt, którego Turcy bronili zażarcie. Około południa oddziały walczące na tym skrzydle zaczęły podchodzić pod Wiedeń. Turcy obawiając się, że mogą one szybko przebić się do miasta, zgrupowali tu większość swoich sił, przygotowując się do przeciwnatarcia.

Sobieski postanowił zaatakować lewe skrzydło tureckie od Sieveringu i Dornbachu. Sam wyprowadził z lasów oddziały piechoty polskiej wzmocnione przez artylerię. Walką tych oddziałów kierował generał Kątski. Za nimi posuwały się chorągwie husarii - głównej siły uderzeniowej polskiej armii. Szczególnie ciężkie zadanie stało przed Polakami. Piechurzy uderzyli bowiem przez łańcuch mniejszych wzgórz oddzielających ugrupowanie polskich wojsk od Równiny Wiedeńskiej, a wódz turecki Kara Mustafa widząc grożące niebezpieczeństwo, skierował przeciwko nim najlepsze pułki janczarów wspierane ogniem artylerii tureckiej. Zaczęła się zacięta, żmudna walka o każdy pagórek, każdą winnicę i lasek. Jednocześnie z natarciem prawego skrzydła wojsk sprzymierzonych od Vogelsangu rozpoczęły natarcie wojska rozmieszczone w centrum. Turcy zdołali na pewien czas zatrzymać natarcie piechoty niemieckiej atakującej w centrum, ale Sobieski wsparł Niemców własną piechotą i przełamał opór wroga. Wojska sprzymierzonych posuwały się naprzód.

Około godz. 17 wojska tureckie zostały wyparte na równinę. Aby przekonać się, czy teren nie jest zbyt trudny dla szarży kawalerii, Sobieski skierował do ataku chorągiew husarii. Wywołała ona zamieszanie w szykach tureckich i powróciła na pozycję wyjściową. O godz. 18 Sobieski uznał, że nadszedł moment decydujący i rozkazał formować się do ataku wszystkim chorągwiom husarskim i pancernym. Tymczasem Kara Mustafa zgromadził 75% swych sił przeciwko Polakom oraz umocnił główny obóz turecki na Schmelzu oddziałami ściągniętymi z prawego skrzydła. Na północny zachód od obozu stanęła urzutowana w trzech liniach jazda turecka. Turcy zgrupowali tu również dużą liczbę dział.

Sobieski osobiście poprowadził 20 tys. jazdy do ataku, który miał rozstrzygnąć bitwę i zadecydować o losie Wiednia. Była to najsłynniejsza w dziejach szarża husarii polskiej. Atakując po lekkiej pochyłości terenu, husaria nabierała coraz większego rozpędu. Za husarią ruszyła kawaleria lewego skrzydła i centrum wojsk sprzymierzonych. W momencie natarcia artyleria turecka otworzyła silny ogień, a ciężka jazda turecka ruszyła na spotkanie pędzącej w szalonym galopie husarii. W starciu czołowym ściana jeźdźców tureckich legła pokotem, a husaria dobywszy koncerzy, zwaliła się na następne szeregi i, prąc je przed sobą, sunęła naprzód. Przerażenie i popłoch ogarnęły Turków. Cała jazda Kara Mustafy, zasławszy gęsto ziemię trupem, ratowała się paniczną ucieczką. Za jazdą poszła piechota turecka. Kara Mustafa ledwie uszedł z życiem. Potężna armia turecka została doszczętnie rozbita. Bronili się jeszcze pozostawieni pod murami miasta janczarowie, ale i oni zostali wyparci przez wojska Karola Lotaryńskiego. Obóz turecki wpadł w ręce Sobieskiego - Wiedeń był wolny.
"Bitwa ta i walka była ogromna, trwając od południa do zachodu słońca sprawiała wrażenie, że to Sąd Ostateczny
- pisał kronikarz turecki. W końcu, na krótko przed zapadnięciem zmroku, wojsku muzułmańskiemu już nie starczyło sił i w żaden sposób nie było ono zdolne wytrzymać, więc zostało pobite i uciekło. [...]".

Chociaż bitwę wiedeńską zakończył wspaniały atak jazdy (husarii) polskiej, to jednak zwycięstwo odniesione nad Turkami było w dużej mierze dziełem piechoty i artylerii. Należy dodać, iż przed bitwą byli zaangażowani również saperzy do budowy mostów pontonowych. Bitwa ta jest ciekawym przykładem umiejętnego przystosowania działań do terenu przez sprzymierzonych. W pierwszej fazie walki działała skutecznie piechota wspierana przez artylerię. Dopiero po wyparciu wroga na równinę można było użyć kawalerii. Król Jan III Sobieski jako dowódca wykazał duży talent, umiejętnie kierując przebiegiem walki, w której zostały zniszczone główne siły tureckie, a tym samym zlikwidowane oblężenie Wiednia.

Tradycje obchodów świąt wojsk lądowych sięgają okresu II Rzeczypospolitej. Początkowo swe święta obchodziły pułki piechoty, kawalerii, artylerii, saperów, łączności itp. wojsk lądowych oraz niektóre rodzaje broni (artyleria, artyleria przeciwlotnicza, saperzy). Tak było aż do roku 1948, w którym minister obrony narodowej rozkazem nr 115 z 19 lipca 1948 r. ("Dziennik Rozkazów MON" nr 12 z 1948 r., poz. 121) dla upamiętnienia momentów największej chwały bojowej jednostek, dla uczczenia w uroczysty sposób towarzyszy poległych w walkach o wyzwolenie Ojczyzny oraz dla pogłębienia łączności Narodu i Wojska Polskiego - ustanowił Święto Wojsk Lądowych i Szkół Oficerskich Lądowych, przypadające w rocznicę forsowania Odry i Nysy. Tak więc po raz pierwszy w historii Wojska Polskiego główny rodzaj sił zbrojnych miał swe święto. Było to przede wszystkim związane z utworzeniem - zgodnie z rozkazem ministra obrony narodowej nr 0271/org. z 29 listopada 1947 r. - Dowództwa Wojsk Lądowych.

Dniem święta miała być pierwsza niedziela po 15 kwietnia. Zalecano go obchodzić uroczyście, przy udziale zaproszonych władz cywilnych, przedstawicieli partii politycznych, związków zawodowych i miejscowego społeczeństwa. Przykładowy program obchodów święta obejmował: capstrzyk i uroczysty apel poległych w przeddzień święta, mszę polową, defiladę, wspólny obiad żołnierski, akademię (poświęconą zobrazowaniu historii walk wojsk lądowych ze szczególnym uwzględnieniem czynów bojowych danej jednostki oraz jej wysiłków i zasług w dziedzinie wyzwolenia oraz odbudowy Polski), a także imprezy artystyczne i sportowe.

Jednakże centralnych obchodów Święta Wojsk Lądowych i Szkół Oficerskich Lądowych nie było. W 1949 r. w pierwszą niedzielę po 15 kwietnia przypadała Wielkanoc. Rok później zaś już nie miał kto organizować centralnych obchodów święta, albowiem minister obrony narodowej rozkazem nr 09/org. z 7 lutego 1950 r. nakazał rozformować Dowództwo Wojsk Lądowych. Oficjalnych obchodów święta więc zaniechano. Później przez wiele lat żołnierze wojsk lądowych faktycznie nie mieli swego święta. Obchodziły swe święta jedynie poszczególne rodzaje wojsk lądowych: wojska rakietowe i artyleria, wojska obrony przeciwlotniczej, wojska inżynieryjne, wojska obrony przeciwchemicznej i wojska łączności.

Do koncepcji święta wojsk lądowych powrócono przy okazji odtwarzania Dowództwa Wojsk Lądowych. 19 sierpnia 1996 r. decyzją ministra obrony narodowej powołano Grupę Organizacyjno-Przygotowawczą Dowództwa Wojsk Lądowych, na czele której stanął gen. bryg. Józef Flis, a nadzór nad pracami grupy sprawował sekretarz stanu - I zastępca ministra obrony narodowej dr Andrzej Karkoszka.